Ciężko... tęsknię.
Najstraszniejsza rzecz dla matki to właśnie śmierć własnego dziecka.
Kiedy umiera dziecko,matka traci część siebie.
Ja straciłam moje szczęście,wraz z jego śmiercią odeszła z tego świata cała moja radość...
Owszem śmieje się ,bawię,prowadzę "normalne" życie,ale wieczorami leżę w łóżku i płaczę.
Płaczę za moim synem. Wtedy nikt nie jest w stanie poprawić mojego humoru mąż,przyjaciele czy rodzina. Chociaż jak jestem z córką szwagierki wtedy rozluźniam się..czemu ? Bo ona ,mimo,że ma tylko 3 lata mówi o moim synu. Pyta się czy jest w niebie ,co tam robi ,wymawia jego imię .
Dextereek.
Jak byłam jeszcze w ciąży przytulała się do mojego brzucha,kładła na nim rękę i mówiła ,że tam jest mój synek i sobie śpi.
Zwykłe słowa ale naprawdę dla mnie znaczą wiele. Pamięta o nim. Mówi o nim.
Reszta- mąż,teściowie,rodzina nic o nim nie mówi.
Niestety.
piątek, 4 grudnia 2015
Tęsknię.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz