piątek, 4 grudnia 2015

Co teraz?

Pierwsze kilka dni były okropne. Byłam pełna żalu,czemu ja ,czemu mój syn musiał umrzeć ?
Czemu ja mam taki problem ? Inne kobiety nie chcą dzieci,wpadają. I mają tych dzieci kilka.
Ja chciałam bardzo mojego syna i go straciłam .
Czemu ? Czemu akurat ja.
Te pytania zawsze zostaną bez odpowiedzi. Nikt mi na nie nie odpowie. Chyba ,że jednak ten cholerny Bóg istnieje. Chociaż nie wierzę w niego. Jestem niewierząca. A po stracie już kompletnie nie wierzę. I nikt mnie już do niego nie przekona.
Zamiast kupować zabawki,misie,samochodziki..kupuję znicze,różnokolorowe... Ale co z tego on się nimi nie pobawi,nie weźmie do buzi nie pogryzie,nie obślini. Brakuje mi tego, mimo że tego jeszcze nie przeżyłam ,tęsknię za nocnym wstawaniem ,za sprzeczkami z mężem kto przebierze dziecko które zrobiło okropną kupę,za karmieniem. Za nieprzespanymi nocami...
Gdybym mogła wybrałabym to wszystko ...żeby tylko mój syn żył,miał się dobrze. Ja mogę być niewyspana, zła ,brzydka... Ale miałabym syna, żyjącego syna.
Mówią,że zostałam wybrana na matkę anioła.
Nie, nie zostałam wybrana . Zostałam brutalnie ograbiona z macierzyństwa. Co z tego,że mogę mieć inne dzieci ,więcej dzieci. Ale ja chcę mojego syna,mojego Dextera. Nie muszę mieć nikogo więcej...
Niestety nie mogę. I nie mogę też zajść w ciążę. Mija pół roku a testy wciąż negatywne..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz