piątek, 4 grudnia 2015

Dotyk

Tęsknię za tym. Za nim.

Tęsknię.

Ciężko... tęsknię.
Najstraszniejsza rzecz dla matki to właśnie śmierć własnego dziecka.
Kiedy umiera dziecko,matka traci część siebie.
Ja straciłam moje szczęście,wraz z jego śmiercią odeszła z tego świata cała moja radość...
Owszem śmieje się ,bawię,prowadzę "normalne" życie,ale wieczorami leżę w łóżku i płaczę.
Płaczę za moim synem. Wtedy nikt nie jest w stanie poprawić mojego humoru mąż,przyjaciele czy rodzina. Chociaż jak jestem z córką szwagierki wtedy rozluźniam się..czemu ? Bo ona ,mimo,że ma tylko 3 lata mówi o moim synu. Pyta się czy jest w niebie ,co tam robi ,wymawia jego imię .
Dextereek.
Jak byłam jeszcze w ciąży przytulała się do mojego brzucha,kładła na nim rękę i mówiła ,że tam jest mój synek i sobie śpi.
Zwykłe słowa ale naprawdę dla mnie znaczą wiele. Pamięta o nim. Mówi o nim.
Reszta- mąż,teściowie,rodzina nic o nim nie mówi.
Niestety.

Smutno..

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia...
Robi mi się smutno bo mieliśmy w te święta być już we trójkę. Ja ,mąż i nasze dziecko. Nasz mały Dexter.
Miałam kupować prezenty..małe śpioszki,małe buciki,smoczki ... A kupuję kwiaty i znicze.
Łzy same napływają do oczu. Okropnie tęsknię za moim synem. Chciałabym go przytulić ...
Niestety nie mogę... Mogę się tylko nad sobą użalać,że jestem normalną kobietą tylko uszkodzoną kobietą.
Tak bardzo bym chciała zajść w ciążę,znów nosić pod sercem dziecko. Z każdym miesiącem jest mi ciężej.
Nadal mam wrażenie,że to sen,że to co się wydarzyło to nieprawda... Nie wiem czemu..chyba nadal nie dopuszczam tych wszystkich informacji do mózgu..
I nawet nie mogę się wyżalić mężowi. Nie wspomina go ,nie mówi o nim. Jedynie na cmentarzu jak odchodzimy mówi -pa pa. Kocham Cię.
Czasem tylko mówi pa pa. Wtedy mu przypominam,że nie powiedział mu ze go kocha . I to są jedyne słowa ktore do niego mówi.
Rozumiem,że on też cierpi ale wolałbym,żeby czasem go wspomniał . Coś powiedział .

Co teraz?

Pierwsze kilka dni były okropne. Byłam pełna żalu,czemu ja ,czemu mój syn musiał umrzeć ?
Czemu ja mam taki problem ? Inne kobiety nie chcą dzieci,wpadają. I mają tych dzieci kilka.
Ja chciałam bardzo mojego syna i go straciłam .
Czemu ? Czemu akurat ja.
Te pytania zawsze zostaną bez odpowiedzi. Nikt mi na nie nie odpowie. Chyba ,że jednak ten cholerny Bóg istnieje. Chociaż nie wierzę w niego. Jestem niewierząca. A po stracie już kompletnie nie wierzę. I nikt mnie już do niego nie przekona.
Zamiast kupować zabawki,misie,samochodziki..kupuję znicze,różnokolorowe... Ale co z tego on się nimi nie pobawi,nie weźmie do buzi nie pogryzie,nie obślini. Brakuje mi tego, mimo że tego jeszcze nie przeżyłam ,tęsknię za nocnym wstawaniem ,za sprzeczkami z mężem kto przebierze dziecko które zrobiło okropną kupę,za karmieniem. Za nieprzespanymi nocami...
Gdybym mogła wybrałabym to wszystko ...żeby tylko mój syn żył,miał się dobrze. Ja mogę być niewyspana, zła ,brzydka... Ale miałabym syna, żyjącego syna.
Mówią,że zostałam wybrana na matkę anioła.
Nie, nie zostałam wybrana . Zostałam brutalnie ograbiona z macierzyństwa. Co z tego,że mogę mieć inne dzieci ,więcej dzieci. Ale ja chcę mojego syna,mojego Dextera. Nie muszę mieć nikogo więcej...
Niestety nie mogę. I nie mogę też zajść w ciążę. Mija pół roku a testy wciąż negatywne..

Ten dzień.

Było coś około 4 rano,zadzwonił telefon.
Dzwonił lekarz,stan naszego syna był krytyczny.
Powiedział,że to być może są jego ostatnie chwile. W 5 minut zebraliśmy się i byliśmy już w drodze do szpitala. Na szczęście w takich godzinach Warszawa nie jest zakorkowana. Byliśmy w pół godziny na miejscu. Tam mieliśmy trochę przeszkód. Wszystkie bramy zamknięte,nie ma jak wejść... Dopiero lekarz nam pomógł,musiał zadzwonić do ochroniarza i dopiero wtedy mogliśmy wejść.
Prawie biegliśmy ,myśleliśmy,że nie zdążymy być przy nim w tych ostatnich chwilach..
A on leżał sobie w inkubatorze ...ze swoimi dziecięcymi myślami daleko...czemu tyle rurek,czemu mi tak nie dobrze,czemu mam taki twardy brzuszek..czemu wszystko mnie boli..czemu mama i tata siedzą przy mnie i płaczą,czemu mama tak mocno masuje moje nóżki i rączki... Czemu one są takie sine... ?
Jego stan był krytyczny ale stały.. Nie pogorszało się,ale też nie polepszało. Byliśmy przy nim do 11 i wróciliśmy do domu gdzie nocowaliśmy. Rodzina M nas ugościła.. cudowna rodzina.. zawsze można ma nich liczyć..
Byliśmy zmęczeni, od razu poszliśmy spać...
I o godzinie 15 dostaliśmy kolejny telefon..
Umarł. Moje serce rozpadło się .. Moje szczęście,mój piękny syn odszedł ...i mnie przy nim nie było.. nigdy sobie tego nie wybaczę.
Znów przyjechaliśmy do szpitala.. Ale już zrozpaczeni ,pełni żalu,z łzami w oczach..
Zastaliśmy go w inkubatorze..przykrytym kołderką ... Pierwszy raz mogłam go przytulić,pocałować ...mój śliczny synek...
Mój aniołek..
Przez ponad godzinę nie chciałam się z nim rozstać,płakałam,tuliłam,całowałam..
Chciałam,żeby do mnie wrócił. Zapłakał lub dał jakiś znak,że teraz jest mu lepiej.
Byłam nadal w sali gdzie były inne wcześniaki... Wstyd mi teraz za to ale chciałam,żeby to inne dziecko nie żyło ,a mój mały żył...
Następnego dnia musiałam pozałatwiać urzędowe sprawy. Akt zgonu,musiałam prosić dyrekcję szpitala,żeby nie robili mojemu synkowi sekcji. Wiedziałam,czemu umarł ,więc to nie było nam potrzebne.
Tego też dnia odbył się pogrzeb.
W białej,ślicznej trumience go pochowaliśmy. Naszego małego pięknego anioła.
Wraz z nim odeszła cząstka mnie której nigdy nie odzyskam.
Ale mam wielką nadzieję,że jednak te niebo..może drugi świat istnieje... I kiedyś spotkam mojego syna.
Każdy post,każde słowo jest pisane łzami.
Kiedy tylko zaczynam rozklejam się.
Za przeproszeniem ,gówno prawda ,że czas leczy rany. Ból po stracie syna czuję do dziś. Tak samo. Jestem na cmentarzu co 2-3 dni i za każdym razem łzy cisną mi się do oczu.
W różnych sytuacjach myślę sobie... Pewnie bym już na spacery z nim chodziła ... W nocy bym musiała wstawać... Ciekawe jaki by był, spokojny po mnie czy po tacie wiercipięta, krzykacz...
Każdego dnia tęsknię ,czasem tylko trochę bo zapominam,jak coś robię ale jak nic nie mam do roboty potrafię cały dzień przeleżeć w łóżku płacząc za nim . Ciężko.

Co się stało?

Straciłam go.
Jestem wadliwą kobietą. Niewydolność szyjki macicy.
W 22 tygodniu ciąży ,zaczął się przedwczesny poród. Pełne rozwarcie. Trafiłam na porodówkę,miałam już skurcze porodowe...bardzo bolesne,nie polecam nikomu.
Po kilku godzinach męki ,przyszedł lekarz i ni stąd ni zowąd .. zaczął mnie badać, badanie dopochwowe ... I przez niego pękł mi pęcherz płodowy...gdyby nie to może donosiłabym ciążę...
Wody płodowe są odnawialne,niestety one ciągle mi odpływały,po trochu...
Po kilku dniach była możliwość trafienia do szpitala do Warszawy,chciałam ratować moje dziecko więc zgodziłam się tam jechać,niestety przez te wody ,nie mogli mi założyć szwów na szyjkę bo to groziłoby poważnym zakażeniem który byłoby groźne i dla mnie i dla dziecka. Więc leżałam ciągle w łóżku,nie mogłam wstawać ,miałam ciągle kroplówki z lekiem który powstrzymywał skurcze ,zastrzyki na rozwinięcie się płucek u dziecka..przez trochę dawało to skutek... Niestety ...
7 czerwca to na zawsze będzie najcudowniejszy i najstraszniejszy dzień w moim życiu.
Znów zaczęły się skurcze i znów pełne rozwarcie... I urodziłam...
Byłam szczęśliwa,że mogę go zobaczyć,ujrzeć mojego pięknego syna, ale okropnie nieszczęśliwa bo wiedziałam,że jego życie jest zagrożone ,może tego nie przeżyć...

Wsparcie

O czym blog ?
Od 17 czerwca jest mamą aniołka .
Syn był skrajnym wcześniakiem,urodził się 23/ 24 tygodniu ciąży. Za wszelką cenę chciałam go ratować niestety, nie udało się.
Jego narządy nie były wykształcone,żeby przeżyć poza moim brzuchem..
Nie daje rady w życiu realnym, depresja,leki,brak wsparcia ... Muszę powoli wyrzucać z siebie ten ból po stracie.
Po tragedii czuję się bardzo samotna ,niby każdy jest ze mną ale nikt nie chce ze mną O TYM rozmawiać,nikt nie chce mnie wysłuchać ,co ja czuję.. o NIM nikt nie chce rozmawiać.
Nie czuję żadnego wsparcia ...mąż każde moje zdania o naszym synu niby słyszy,ale nie odpowiada. Cały czas milczy.
A ja chcę o nim rozmawiać,nie chce o nim zapomnieć..chcę go wspominać ,jak cudowne było uczucie kiedy patrzyłam na niego ,jak go dotykałam . Te uczucie bycia matką ...
Nikt mi tego nigdy nie zabierze ale jednak boję się że te uczucia,pamięć kiedyś zaniknie. Może nie w całości,ale jednak.
Dlatego założyłam tego bloga,żeby zatrzymać wspomnienia ,podzielić się nimi z innymi . Może otrzymać trochę wsparcia...
W przyszłości może pokaże to wszystko moim dzieciom,jeśli wreszcie się nam uda zajść ponownie w ciążę...