piątek, 4 grudnia 2015

Co się stało?

Straciłam go.
Jestem wadliwą kobietą. Niewydolność szyjki macicy.
W 22 tygodniu ciąży ,zaczął się przedwczesny poród. Pełne rozwarcie. Trafiłam na porodówkę,miałam już skurcze porodowe...bardzo bolesne,nie polecam nikomu.
Po kilku godzinach męki ,przyszedł lekarz i ni stąd ni zowąd .. zaczął mnie badać, badanie dopochwowe ... I przez niego pękł mi pęcherz płodowy...gdyby nie to może donosiłabym ciążę...
Wody płodowe są odnawialne,niestety one ciągle mi odpływały,po trochu...
Po kilku dniach była możliwość trafienia do szpitala do Warszawy,chciałam ratować moje dziecko więc zgodziłam się tam jechać,niestety przez te wody ,nie mogli mi założyć szwów na szyjkę bo to groziłoby poważnym zakażeniem który byłoby groźne i dla mnie i dla dziecka. Więc leżałam ciągle w łóżku,nie mogłam wstawać ,miałam ciągle kroplówki z lekiem który powstrzymywał skurcze ,zastrzyki na rozwinięcie się płucek u dziecka..przez trochę dawało to skutek... Niestety ...
7 czerwca to na zawsze będzie najcudowniejszy i najstraszniejszy dzień w moim życiu.
Znów zaczęły się skurcze i znów pełne rozwarcie... I urodziłam...
Byłam szczęśliwa,że mogę go zobaczyć,ujrzeć mojego pięknego syna, ale okropnie nieszczęśliwa bo wiedziałam,że jego życie jest zagrożone ,może tego nie przeżyć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz