Było coś około 4 rano,zadzwonił telefon.
Dzwonił lekarz,stan naszego syna był krytyczny.
Powiedział,że to być może są jego ostatnie chwile. W 5 minut zebraliśmy się i byliśmy już w drodze do szpitala. Na szczęście w takich godzinach Warszawa nie jest zakorkowana. Byliśmy w pół godziny na miejscu. Tam mieliśmy trochę przeszkód. Wszystkie bramy zamknięte,nie ma jak wejść... Dopiero lekarz nam pomógł,musiał zadzwonić do ochroniarza i dopiero wtedy mogliśmy wejść.
Prawie biegliśmy ,myśleliśmy,że nie zdążymy być przy nim w tych ostatnich chwilach..
A on leżał sobie w inkubatorze ...ze swoimi dziecięcymi myślami daleko...czemu tyle rurek,czemu mi tak nie dobrze,czemu mam taki twardy brzuszek..czemu wszystko mnie boli..czemu mama i tata siedzą przy mnie i płaczą,czemu mama tak mocno masuje moje nóżki i rączki... Czemu one są takie sine... ?
Dzwonił lekarz,stan naszego syna był krytyczny.
Powiedział,że to być może są jego ostatnie chwile. W 5 minut zebraliśmy się i byliśmy już w drodze do szpitala. Na szczęście w takich godzinach Warszawa nie jest zakorkowana. Byliśmy w pół godziny na miejscu. Tam mieliśmy trochę przeszkód. Wszystkie bramy zamknięte,nie ma jak wejść... Dopiero lekarz nam pomógł,musiał zadzwonić do ochroniarza i dopiero wtedy mogliśmy wejść.
Prawie biegliśmy ,myśleliśmy,że nie zdążymy być przy nim w tych ostatnich chwilach..
A on leżał sobie w inkubatorze ...ze swoimi dziecięcymi myślami daleko...czemu tyle rurek,czemu mi tak nie dobrze,czemu mam taki twardy brzuszek..czemu wszystko mnie boli..czemu mama i tata siedzą przy mnie i płaczą,czemu mama tak mocno masuje moje nóżki i rączki... Czemu one są takie sine... ?
Jego stan był krytyczny ale stały.. Nie pogorszało się,ale też nie polepszało. Byliśmy przy nim do 11 i wróciliśmy do domu gdzie nocowaliśmy. Rodzina M nas ugościła.. cudowna rodzina.. zawsze można ma nich liczyć..
Byliśmy zmęczeni, od razu poszliśmy spać...
I o godzinie 15 dostaliśmy kolejny telefon..
Umarł. Moje serce rozpadło się .. Moje szczęście,mój piękny syn odszedł ...i mnie przy nim nie było.. nigdy sobie tego nie wybaczę.
Znów przyjechaliśmy do szpitala.. Ale już zrozpaczeni ,pełni żalu,z łzami w oczach..
Zastaliśmy go w inkubatorze..przykrytym kołderką ... Pierwszy raz mogłam go przytulić,pocałować ...mój śliczny synek...
Mój aniołek..
Byliśmy zmęczeni, od razu poszliśmy spać...
I o godzinie 15 dostaliśmy kolejny telefon..
Umarł. Moje serce rozpadło się .. Moje szczęście,mój piękny syn odszedł ...i mnie przy nim nie było.. nigdy sobie tego nie wybaczę.
Znów przyjechaliśmy do szpitala.. Ale już zrozpaczeni ,pełni żalu,z łzami w oczach..
Zastaliśmy go w inkubatorze..przykrytym kołderką ... Pierwszy raz mogłam go przytulić,pocałować ...mój śliczny synek...
Mój aniołek..
Przez ponad godzinę nie chciałam się z nim rozstać,płakałam,tuliłam,całowałam..
Chciałam,żeby do mnie wrócił. Zapłakał lub dał jakiś znak,że teraz jest mu lepiej.
Byłam nadal w sali gdzie były inne wcześniaki... Wstyd mi teraz za to ale chciałam,żeby to inne dziecko nie żyło ,a mój mały żył...
Chciałam,żeby do mnie wrócił. Zapłakał lub dał jakiś znak,że teraz jest mu lepiej.
Byłam nadal w sali gdzie były inne wcześniaki... Wstyd mi teraz za to ale chciałam,żeby to inne dziecko nie żyło ,a mój mały żył...
Następnego dnia musiałam pozałatwiać urzędowe sprawy. Akt zgonu,musiałam prosić dyrekcję szpitala,żeby nie robili mojemu synkowi sekcji. Wiedziałam,czemu umarł ,więc to nie było nam potrzebne.
Tego też dnia odbył się pogrzeb.
W białej,ślicznej trumience go pochowaliśmy. Naszego małego pięknego anioła.
Wraz z nim odeszła cząstka mnie której nigdy nie odzyskam.
Ale mam wielką nadzieję,że jednak te niebo..może drugi świat istnieje... I kiedyś spotkam mojego syna.
Tego też dnia odbył się pogrzeb.
W białej,ślicznej trumience go pochowaliśmy. Naszego małego pięknego anioła.
Wraz z nim odeszła cząstka mnie której nigdy nie odzyskam.
Ale mam wielką nadzieję,że jednak te niebo..może drugi świat istnieje... I kiedyś spotkam mojego syna.
Każdy post,każde słowo jest pisane łzami.
Kiedy tylko zaczynam rozklejam się.
Za przeproszeniem ,gówno prawda ,że czas leczy rany. Ból po stracie syna czuję do dziś. Tak samo. Jestem na cmentarzu co 2-3 dni i za każdym razem łzy cisną mi się do oczu.
W różnych sytuacjach myślę sobie... Pewnie bym już na spacery z nim chodziła ... W nocy bym musiała wstawać... Ciekawe jaki by był, spokojny po mnie czy po tacie wiercipięta, krzykacz...
Każdego dnia tęsknię ,czasem tylko trochę bo zapominam,jak coś robię ale jak nic nie mam do roboty potrafię cały dzień przeleżeć w łóżku płacząc za nim . Ciężko.
Kiedy tylko zaczynam rozklejam się.
Za przeproszeniem ,gówno prawda ,że czas leczy rany. Ból po stracie syna czuję do dziś. Tak samo. Jestem na cmentarzu co 2-3 dni i za każdym razem łzy cisną mi się do oczu.
W różnych sytuacjach myślę sobie... Pewnie bym już na spacery z nim chodziła ... W nocy bym musiała wstawać... Ciekawe jaki by był, spokojny po mnie czy po tacie wiercipięta, krzykacz...
Każdego dnia tęsknię ,czasem tylko trochę bo zapominam,jak coś robię ale jak nic nie mam do roboty potrafię cały dzień przeleżeć w łóżku płacząc za nim . Ciężko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz